Chwila przerwy

„Ślachetne zdrowie,

Nikt się nie dowie,

Jako smakujesz,

Aż się zepsujesz.”

(Jan Kochanowski, „Fraszki. Księgi trzecie.”)

Bez paniki – nie ma tragedii 🙂 Niemniej jednak, plany biegowe musiały zostać nieco zmodyfikowane – przede wszystkim z dwóch powodów: dolnych dróg oddechowych i dolnych kończyn biegowych.

Jak pisałem wcześniej, wystąpiło u mnie podejrzenie astmy wysiłkowej – w związku z czym udałem się do lekarza specjalisty pulmonologa. Pani doktor, pochwaliwszy ponoć rewelacyjne, na-nic-nie-wkazujące wyniki spirometrii, osłuchała mnie i skonkludowała, że:

  • płuca słuchane od tyłu (acułp?), brzmią OK;
  • płuca słuchane od przodu – wskazują na możliwość astmy. Ech.

Na razie przepisała mi 3 leki, w tym jeden do wdychania bezpośrednio przed wysiłkiem i kazała pojawić się za dwa miesiące.

Przy okazji – chciałem podziękować przemiłym paniom z recepcji w przychodni na ul. Wschodniej w Luboniu, które jakoś wpasowały mnie w tę wizytę 7 sierpnia (teoretycznie wolny termin był dopiero w październiku) 🙂

Leki zacząłem łykać i wdychać – zobaczymy.

No właśnie. Zobaczymy, czy w ogóle będzie mi dane przetestować ich działanie w konfrontacji z wysiłkiem, ponieważ ostatnio mam jakieś problemy z lewym kolanem 😦 Wszystko zaczęło się od tego, że podczas treningu, po przebiegnięciu jakieś dystansu (np. 3-4 km) zaczynałem odczuwać kłucie po zewnętrznej stronie kolana, a w zasadzie nieco poniżej. Kłucie nie było na tyle silne, żeby przerwać bieg, ale do komfortu było daleko. Po powrocie do domu, wszystko się niby uspokajało (może lekko odczuwałem przy wchodzeniu po schodach). Kolejny trening – powtórka z rozrywki… dałem radę spokojnie dobiec do domu (12 km), ale niepokój wzrósł. W ubiegłą niedzielę przebiegliśmy z O. nieco ponad 20 km – do 17. kilometra biegło mi się bardzo dobrze, potem pojawił się lekki, ale uporczywy i denerwujący Ból. W tym samym miejscu, co wcześniej – zewnętrzna strona, nieco poniżej rzepki. Ostatnie 500 metrów sobie podarowałem i do domu dospacerowaliśmy.

Po zrobieniu małego researchu w Internecie, jestem niemal pewny, że dopadła mnie chyba najczęstsza kontuzja wśród biegaczy – Zespół Pasma Biodrowo-Piszczelowego (ang. ITBS) czyli tzw. „kolano biegacza” [dla zainteresowanych więcej informacji na stronie Bieganie.pl] Z tego co wiem, świat się nie kończy – będę żył i (mam nadzieję) całkiem niedługo wrócę do biegania 😉 – muszę jedynie poświęcić się kilku ćwiczeniom, okładać kolano lodem i… bardzo ograniczyć bieganie 😦 Buu normalnie! Nie ma mowy o dłuższych dystansach – można co najwyżej truchtać do momentu pierwszych objawów bólu. Na 12.09 mam umówioną wizytę u fizjoterapeuty, który podobno z podobnymi kontuzjami radzi sobie bardzo dobrze – mam nadzieję, że wszystko to szybko postawi mnie… hm, na nogi 🙂

W związku z powyższym podjąłem męską decyzję i mogę już zaanonsować – debiut w biegu maratońskim odkładam na rok 2013. Z jednej strony chciałbym, żeby ten pierwszy bieg odbył się na rodzimym podwórku, ale nie wiem, czy do października wytrzymam 😉 Zakładając oczywiście, że nogę doprowadzę do porządku w sensownym czasie i wrócę do treningów. W sumie, to może tak miało być – start na 42 km w pierwszym sezonie biegowym jest podobno zaliczany do jednego z poważnych błędów biegaczy-amatorów… Ponadto, raczej na pewno również odpuszczę sobie planowany drugi półmaraton w tym roku – XXXV Bieg Lechitów. Chyba, że w połowie września będę się czuł gotowy, a noga nie będzie już dokuczać (podobno standardowo wystarczy ok. 6 tygodni na doprowadzenie się do porządku) – wówczas pobiegnę. Jak się nie uda, będę gorąco kibicował O., która jak na razie dzielnie się przygotowuje :]

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s