Maniacka Dziesiątka 2013

No to pierwsze koty za płoty…

Jest sobota, wieczór: dzieć śpi, siedzimy z małżonką na sofie, pijemy piwko 🙂 Zasłużone – po wysiłku można 😛

Pierwszy start w tym sezonie za nami – w zeszłym roku również debiutowaliśmy w Maniackiej, przy czym rok 2013 to jakby zupełnie inny bieg… OK, start i meta w tym samym miejscu, ale poza tym – jakieś 20 stopni różnicy na minus i trasa w tym roku wiodła przez miasto… a to na plus 😉 (Jeśli chodzi o pogodę, to muszę powiedzieć, że dzisiaj była rewelacyjna – może ok. 0 stopni, ale błękitne niebo, słoneczko i praktycznie bezwietrznie – lepszych warunków nie można sobie wymarzyć)

11:00 – siedzimy sobie z Olą i jeszcze jedną znajomą w Galerii Malta: dziewczyny piją kawkę, ja sączę izotonik. Dziecko w kinie, na poranku filmowym z moim kolegą (małżonkiem naszej towarzyszki) i jego córką. Spokój, nic się nie dzieje.

11:20 – ruszamy w stronę startu, lekki truchcik, rozciąganie, parę wymachów (nie wiedziałem, że potrafię tak wysoko prawą nogę podnieść 🙂 ), jakieś skłony

11:53 – stoimy w strefie „C” na starcie. Sporo osób wokół… większość stoi przed nami.

12:00 – i… nic, może zegarek nam źle chodzi.

12:01 – BAM! Ten wystrzał startera usłyszeli wszyscy, chyba nie tylko uczestnicy biegu.

12:03:05 – mijamy bramkę z napisem START, uruchamiamy stopery. Przed nami dłuuuugi wąż biegaczy – czołówka gdzieś dobiega do Galerii Malta 😉

Pierwszy kilometr (zakładałem ok. 6:10-6:15) mijamy po 5:56… o, nieźle jest 😉 Potem stwierdzam jednak, że było z górki 😀 Biegnie się fajnie: Baraniaka, Piotrowo, Most Św. Rocha, Mostowa… Na Mostowej, po minięciu tabliczki „3 km”, dałem małżonce buziola w lewą łapkę i lekko przyspieszyłem. Mostową dobiegliśmy do Wielkiej i zawrotka na Garbary. Kawałek z Placem Bernardyńskim tabliczka „4 km” – 200 metrów dalej mijam jakieś dwie dziewczyny, słyszę fragment rozmowy:

– Jak myślisz, jest już połowa?

– Chyba taak…

Skręcamy w prawo i dalej w stronę Starego Browaru. Przy Browarze w lewo, znowu w lewo i Królowej Jadwigi w stronę Warty. Na wysokości AWFu skręcamy w lewo i znowu w stronę Mostu Rocha, przed samym mostem – 6 km. Koło polibudy, wracamy nad Maltę i zbiegamy na ścieżki wokół jeziorka. Tam niestety – śnieg, częściowo roztopiony, częściowo zmrożony… ślisko. Prawdę mówiąc, czytałem dzień wcześniej, że właśnie tak to wygląda, ale liczyłem, że może uda się to jakoś oczyścić. Nie udało się. Szkoda, ale trzeba był biec dalej. Trochę trzeba było omijać kałuże i uważać na ludzi, którzy omijali kałuże 🙂

Mijając znak „9 km”, spojrzałem na zegarek – 51:50, cóż życiówki nie będzie, ale przecież nie o to dzisiaj chodziło. Wbiegam na strefę mety, rozglądam się, czy zobaczę gdzieś znajomych z naszym dzieckiem – chciałem ją wziąć za/na ręce i razem wbiec na metę… Niestety, nigdzie ich nie dojrzałem, więc do mety pobiegłem sprintem 😉 Zdaje się, że dwóch biegaczy, chciało się jeszcze ze mną ścigać, ale na tych ostatnich 100 metrach nie dałem im szans 😀

57:27

Nie jest źle, zakładałem 57:30 😉

3 minuty po mnie na metę przybiegła Ola… która do momentu opublikowania wyników na stronie internetowej do końca nie wiedziała, czy udało jej się dobiec poniżej godziny. Ostatecznie mamy 1:00:22 netto – a wszystko przez grupę maruderów, która blokowała jej dostęp do linii mety.

Medal Maniacka 2013

 

Za cztery tygodnie będziemy łamać życiówki w Gnieźnie 😀

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s