Wojna w Zatoce

…a raczej wojna z Zatoką. I to nie jedną – dwoma. Czołowymi.

Sinus frontalis.

Źródło: wikimedia.org

Właśnie tak po łacinie mówimy na zatoki czołowe… to znaczy, ja nie mówię, bo nie władam łaciną – chyba, że podwórkową… i myślę, że kilka określeń zaczerpniętych ze słownika tejże odmiany, można by zastosować w stosunku do moich sinusuów frontalusów.

Czułem, że coś mi dolega w przynosowej okolicy nad oczami – wiedziałem, że zatoki. Robiłem inhalacje, zażywałem kropelek do nosa – na nic. Trzeba było wybrać się do lekarza. Diagnoza krótka i niektórym znana – w domu trzeba siedzieć, w łóżku proszę pana… A do tego zestawik leków do zażywania przez 7 dni, który z pewnością postawi mnie na nogi.

Zatoki a bieganie

Sam wiedziałem, że jeśli coś jest nie tak – nie powinienem biegać. Nie, gdy mamy taką piękną zimę tej wiosny i temperatury w okolicach -4 stopni. Pan doktór wczoraj tylko potwierdził moje przypuszczenia, dodając smutnym głosem, że zakaz biegania dotyczy co najmniej całego okresu zażywania antybiotyku, tj. 7 dni.

7 dni! Czyli do następnej środy – trzeciego kwietnia! A przecież 13 kwietnia kolejny start na 10 kilometrów… czuję, że moja planowana życiówka is going bye-bye… Chociaż Ola mnie pociesza i mówi, że na pewno odpocznę, wypocznę i polecę jak wiatr! Ziuuuu… Wicher Północy 😀

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s