XI Bieg Europejski – Gniezno

Byłem pewien, że to będzie ten bieg, podczas którego złamię życiówkę na 10 km (55:01, Gniezno 2012)… A potem dopadły mnie zatoki i musiałem plany zweryfikować 😦

Tak się stało, że po występie w IX Maniackiej (16.03) musiałem odpuścić bieganie na całe… 3 tygodnie. Straszna sprawa, naprawdę powiadam Wam. W ostatnim tygodniu przed biegiem udało mi się wyjść trzy razy na jakieś niewielkie treningi – z pewnością nie byłem przetrenowany 😉

Muszę powiedzieć, że ogólnie w dniu zawodów czułem się całkiem dobrze i byłem dość zmotywowany, żeby jakiś niezły (jak na mnie oczywiście 😉 ) wynik zrobić.

Przed południem pojechaliśmy odebrać pakiety startowe do naszego starego LO (ja co prawda uczęszczałem tam tylko rok, ale to zawsze coś) i spacerkiem przeszliśmy się na Rynek zobaczyć, jak wygląda strefa mety – akurat ekipa techniczna, wspomagana przez jednego z organizatorów biegu, stawiała niebieską bramkę START/META. 

Pogoda była piękna – świeciło słonko, na niebie prawie nie było chmur, a termometr na jednej z kamienic pokazywał 19 stopni Celsjusza! Nic nie zapowiadało, żeby cokolwiek się miało zepsuć. Nic poza stroną ICM, której w sprawie prognozy wierzę jak żadnej innej. Zgodnie z danymi dla Gniezna, około 14 miało przyjść zachmurzenie, wiatr i silne, aczkolwiek krótkotrwałe, opady deszczu. Wszystko się zgodziło co do joty: była ulewa, deszcz i wiatr – z pewnością niektórzy mogą potwierdzić 😉

Na szczęście w okolicach 17 znowu się rozjaśniło i warunki do biegania były znośne. W zasadzie jedyną rzeczą, która przeszkadzała podczas biegu był jednak wiatr, który był momentami dość silny… Nie będę tutaj opisywał szczegółowo kilometr po kilometrze całego biegu, jak to mi się drzewiej zdarzało 🙂 Wspomnę tylko, że po raz pierwszy zdarzyło się tak, że w biegu, w którym biegłem z Olą, od samego początku biegłem sam, trochę z przodu. Ola przez pewien czas towarzyszyła naszej koleżance, Kai, dla której był to debiut na zawodach w ogóle i tak naprawdę druga dycha przebiegnięta w życiu – raz na treningu (1 godz 12 min) i teraz: 1:05:21 – świetny wynik, jeszcze raz gratulujemy!

Ja tymczasem pobiegłem sobie sam i gdy zobaczyłem, że 1. kilometr przebiegłem w 5:36, a drugi w 5:32 pomyślałem, że jestem na dobrej – nomen omen – drodze do pobicia rekordu. Niestety, dalej było nieco słabiej – co prawda 1. pętlę (4 km) kończyłem ze średnim czasem 5:32, ale między 6 a 8 km. wyraźnie poczułem, że kończy się paliwko i siły odpuszczają 😉

Ostatecznie do mety dobiegłem po 56 minutach i 43 sekundach na trasie (5:39/km) – do rekordu zabrakło 1 min 44 sekund – niektórzy pewnie pomyślą, że mało, ale naprawdę, nie dałbym rady szybciej 😉

Oli również nie było dane pobiec najszybciej w życiu (58:31 z Łodzi 2012), ale miała jeszcze plan minimum – przybiec poniżej godziny… Walczyła do ostatniej chwili… zadanie miała utrudnione, bo nie miała na ręce zegarka i polegała tylko na tym, że na głównym stoperze było 0:00:36, gdy przekraczaliśmy linię startu… Kiedy więc 100 metrów przed metą zobaczyła, że ów zegar pokazuje 1:00:20 – włączyła Sprint. Wynik poznaliśmy dopiero po przyjściu smsa od Datasport: 0:59:58 netto. Udało się! 😀

Bieg naprawdę fajny – wszystkich, którzy biegają, czy chcą biegać, a nie startowali w zawodach – zapraszamy za rok!

Więcej zdjęć w Galerii 🙂

Powyższe zdjęcia pochodzą z publicznych galerii dostępnych w internecie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s