Ciepło, ciepełko…

No jakoś dobiegliśmy.

Ale nie było łatwo – prognozy się sprawdziły częściowo, w niewielkiej części. W zasadzie bardzo małej. Było gorąco… Ale po kolei:

Pobudka chyba jakoś po 7, na śniadanko pyszna sałatka makaronowa, buty na nogę, plasterek tu i tam (o tym może kiedy indziej) i w drogę. Po drodze zgarnęliśmy sąsiadów (w tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować Kindze i Piotrowi za sprawowanie super opieki nad naszą Pierworodną i za dowiezienie nas z powrotem do domu 🙂 ) i przyjęliśmy kierunek na Grodzisk Wielkopolski.

Do Grodziska dojechaliśmy o 9:15, zostawiliśmy samochód koło kościoła i poszliśmy odebrać pakiety startowe do Hali Sportowej. Muszę przyznać, że obsługa biegu już na tym etapie była na najwyższym poziomie i po niecałych 5 minutach z wszystkim, co potrzebne wyszliśmy na zewnątrz. Nasi Niezawodni Sąsiedzi zabrali naszą córkę pod swoją opiekę, a my mogliśmy spokojnie się rozgrzewać przed biegiem. Chociaż nie trzeba było jakoś się przykładać, bo było ciepło. Przygotowania1

Ok 10:45 spod hali sportowej ruszyła procesja biegaczy prowadzonych przez Orkiestrę Dętą z Grodziska Wlkp. Po 10 minutach staliśmy już w blokach startowych. No, może raczej w strefach niż w blokach, ale staliśmy i czekaliśmy. Wymyśliliśmy sobie, że przez większość dystansu pobiegniemy za „balonikami” (pacemakerami), na 2:15, a pod koniec postaramy się ich wyprzedzić i dobiec na metę trochę szybciej (powiedzmy ok 2:10). Tymczasem zrobiło się jakby trochę cieplej…OdKin2

MarPol01Start nastąpił punktualnie i po około 2-2,5 minutach minęliśmy bramkę START – nasze zmagania właśnie się rozpoczęły. Mniej więcej po 400 metrach mijaliśmy pierwszy punkt odświeżania (woda, izotonik, mokre gąbki), z którego postanowiłem nie korzystać – to był jedyny raz, później korzystałem ze wszystkiego, co było 🙂 Początek tak, jak zakładaliśmy – spokojnie, tuż za grupką pacemakerów. Powoli mijaliśmy kolejne tabliczki z kilometrami: 1… 2… 3… 4… powoli też wzrastała temperatura – przynajmniej takie odnosiłem wrażenie. Brakowało trochę tych zapowiadanych chmur i deszczu… Na szczęście mieszkańcy Grodziska po raz kolejny pokazali, że całe miasto żyje „Słowakiem” i naprawdę dopingowali wszystkich na trasie – co więcej, w wielu miejscach sami podawali własną wodę, a do tego rozstawiali wzdłuż trasy własne zraszacze do trawników skierowane na biegaczy – rewelacja!

Po mniej więcej 6 kilometrach Ola stwierdziła, że opuści swoje Super Kompresyjne Skarpetki, więc zbiegliśmy na bok i się na chwilkę zatrzymaliśmy. Niestety, zgubiliśmy z oczu fioletowe baloniki i już do końca nie odzyskaliśmy z nimi kontaktu. Trudno – uznaliśmy, że od teraz biegniemy swoim tempem. Ruszyliśmy dalej… Temperatura tak jakby wzrosła jeszcze trochę 😉 Na 9. kilometrze niespodzianka. A w zasadzie dwie – po pierwsze czekali na nas Kibice: Mała T. ze swoimi najlepszymi kolegami z bloku: Kingą i Piotrem 😉 A jakieś 200 metrów wyprzedziliśmy Kenijczyka! Tak – Kenijczyka… Co prawda dla niego była to końcówka biegu (tuż przed tabliczką „20 km”), a dla nas 1. okrążenie – ale okazało się, że chłopina nie wytrzymał warunków i padł. Gdy go mijaliśmy zaopiekowali się już nim ratownicy i mam nadzieję, że nic poważniejszego się nie stało…OdKin3

Połowę dystansu mijaliśmy po 1 godzinie i 9 minutach… szału nie ma, ale co zrobić 😉 Biegniemy dalej. Ciężko było, nie powiem – w jednym miejscu nawet kawałek sobie maszerowaliśmy, ale niedużo 🙂 Po 17 kilometrach wiedzieliśmy, że tym razem życiówki nie będzie, ale specjalnie się tym faktem nie załamaliśmy i noga za nogą biegliśmy dalej. Zrobił się tak jakby trochę cieplej, czy coś… Do tego jakoś przed 18 km zrobiłem się Potwornie Głodny, a do tego właśnie przebiegaliśmy obok jakiejś piekarni, w której chyba właśnie skończyli wypiek świeżej partii… Do mety pchała mnie w zasadzie tylko myśl o tym, że na mecie zjem sobie świeżutki placek 😀 I napiję się piwka, piweczka. Przyspieszyłem…

Niee, żartuję – nie miałem siły przyspieszać 😛 Hehe, mam Was. Za to moja małżonka… o ta się jakaś zupełnie wyrywna zrobiła na sam koniec 😉 Jeden zakręt, drugi zakręt, Wolontariusze krzyczą, kibice, krzyczą, śpiewają, gwiżdżą, przybijamy piątki dzieciakom i dorosłym… jakiś starszy pan woła do nas Dziękujemy! Zapraszamy za rok! Ola się odwraca i odpowiada: To my dziękujemy! Atmosfera ge-nial-na!!! 😀

Przed nami ostatnia prosta – biegniemy pod biało-niebieskimi łukami zrobionymi z balonów i przy ogłuszających dźwiękach triumfalnej pieśni płynących z głośników wpadamy na płytę rynku… chwytamy się za łapki i razem wbiegamy na metę. Uff… ciężko było, ale się udało.

Meta! Placek! Piwo!

Dobieglim po 2 godzinach 22 minutach i 39 sekundach (Ola ma czas lepszy o 2 sekundy – najwyraźniej przebiegła o tyle później przez Start). Za metą medal, woda i wpakowałem się w kolejkę po piwko… Ola w tym czasie zorganizowała jakiś chlebek ze smalcem i tak oczekiwany placek z kruszonką. Nom, nom, nom, nom… 😀

PS: Za rok na pewno wracamy do Grodziska… warto chociażby dla tej niesamowitej atmosfery. Kto się do nas przyłącza? 😀

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s