Maniacka Dziesiątka 2014 – wrażenia po

Jak pisałem w piątek, największym zmartwieniem biegaczy podczas sobotniego biegu mogła być pogoda. Rzeczywiście, łatwo nie było – a na trasie doświadczyliśmy: słońca, chmur, deszczu, deszczu ze śniegiem, niewielkiego gradu i wiatru. Wicher wiał, że hej! Chyba średniozaawansowani wiekiem górale takiego wiatru nie pamiętajo.

No OK, całkiem niedawno wiało podobnie, a nawet mocniej, ale muszę przyznać, że nie zdarzyło mi się mierzyć w czasie biegu z takimi podmuchami (niejedna czapka z daszkiem wczoraj została zerwana z głowy, oj niejedna). Na szczęście nie było aż tak tragicznie – pod wiatr biegliśmy pierwsze dwa kilometry, co było o tyle OK, że jeszcze było sporo sił, a w dodatku lekko z górki 😉 Z kolei na ostatnich dwóch kilometrach (alejką na brzegu Jeziora Malta) wiatr wiał w plecy, więc nie przeszkadzał. A nawet wręcz przeciwnie – przeszkadzał nie 😉

Moim założeniem (jak przed każdym biegiem) było dobiec do mety; na pewno chciałem zrobić to poniżej godziny – rok temu (taka sama trasa) przebiegłem w czasie 57:27. Nie czułem specjalnie, żebym mógł zrobić życiówkę (55:01), ale oczywiście gdzieś po cichu (jak przed każdym biegiem) o tym myślałem 🙂 Żeby przebiec 10 km w czasie 55:00, należy biec ze średnim tempem 5’30″/km – i to był mój wyznacznik, który sobie ustawiłem na zegarku – średnie tempo liczone od początku biegu.

W okolice startu dotarłem ok. 11:35 – i od razu miłe zaskoczenie: nie zostałem przydzielony do ostatniej strefy! 😀 Jak zwykle poszedłem ustawić się pod koniec stawki, rozglądam się wokół, a tam wszyscy na numerach mają napisane Strefa D. Ja tymczasem, byłem dumnym posiadaczem numeru startowego z oznaczeniem Strefa C! Trzymając się jednak w ryzach przyjętej strategii, postanowiłem – jak zwykle – zacząć spokojnie i dlatego zostałem gdzieś tam pod koniec stawki. Wcale mi to nie przeszkadza i chyba już nie raz o tym pisałem.

Ze względów organizacyjnych postanowiłem wziąć telefon ze sobą (komunikacja po biegu z Olą), a skoro już miałem telefon, to czemu nie spróbować z muzyką? Do tej pory nie biegałem 10-km zawodów z muzyką (raz na półmaraton we wrześniu 2013), ale kiedyś musi być pierwszy raz. Jeszcze w domu ułożyłem sobie playlistę, która miała pomóc mi dotrzeć do mety w założonym czasie (patrz niżej) i o 11:50, stojąc już na starcie, włożyłem słuchawki do uszu i włączyłem odtwarzacz.

Nie wiem, czy to była punkt 12:00 czy nie, ale wystrzał startera dał się wyraźnie słyszeć, nawet przy grającej w uszach muzyce. Ruszyliśmy. To znaczy, my (Strefa D) nigdzie nie ruszyliśmy, bo czekaliśmy aż Strefy E, A, B i C zrobią nam trochę miejsca. Zanim przekroczyłem linię Startu, początek stawki docierał gdzieś do znacznika 1 km (ok. 3 minuty po wystrzale). Widok był niesamowity – cała szerokość ulicy abpa Baraniaka zajęta przez ponad 3 tysiące biegaczy!

Jak pisałem wyżej, celem (takim w głębi duszy) było uzyskanie na końcu średniego tempa choćby minimalnie lepszego niż 5 min 30 sek na kilometr, ale oczywiście zakładałem, że zaczynam wolniej i stopniowo przyspieszam. Pierwszy kilometr (tuż za mostkiem przy Galerii Malta, na którym stały i dopingowały Mała T. z Olą) minąłem po 5:46 i czułem, że zrobiłem to przy minimalnym wysiłku, więc jakoś dobrze mnie to nastawiło do dalszego biegu 🙂 Drugi kilometr – nieco wolniejszy: 5:49, ale cały czas w zakładanych ramach czasowych. Potem zerkałem co jakiś czas na zegarek i widziałem jak średnie tempo stopniowo, powoli rośnie: 5:45/km, 5:42/km, 5:36/km (na pewno pomógł 4 km przebiegnięty w 5:18) – gdy dobiegałem z powrotem do Malty (ok 7,5 km) miałem średnie tempo 5:32/km. Wtedy pomyślałem, że jest naprawdę dobrze i mam realne szanse na życiówkę! 🙂 Do mety zostało 2,5 km i czułem, że sił powinno mi wystarczyć na tyle, żeby przynajmniej nie zwolnić…

Mniej więcej w połowie długiej prostej wzdłuż brzegu Jeziora Malta spojrzałem ponownie na zegarek – 8,95 km za nami, średnie tempo 5:31/km. Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem znacznik 9. kilometra… ale na pewno nie 50 metrów dalej, raczej jakieś 200. Zdaję sobie sprawę, że GPS potrafi przekłamywać i nie podawać bardzo precyzyjnego dystansu (chociaż, przy poprzednich znacznikach różnica wynosiła dosłownie kilka, kilkanaście metrów). Gdy mijałem flagę „9 km”, na zegarku miałem 9,16 km. Pomyślałem, że pewnie ktoś coś źle ustawił.

Ostatni kilometr – siły już powoli mnie opuszczają, nogi zaczynają delikatnie piec. Tymczasem w słuchawkach słyszę:

Tonight I’m gonna have myself a real good time
I feel alive and the world is turning inside out Yeah!
I’m floating around in ecstasy,
So don’t stop me now don’t stop me
‚Cause I’m having a good time, having a good time…

W tym momencie nie było innej możliwości – musiałem przyspieszyć 🙂 Tak, playlista tak była ustawiona, żeby właśnie Don’t Stop Me Now Queen poleciała jakoś tak po ok. 52-53 min od startu, żeby na te ostatnie 2-3 minuty jeszcze dała mi kopa. Podziałało 🙂

Pędzę, lecę ile sił w nogach. Widzę już metę, zostało mi może z 200-250 metrów, spoglądam na zegarek: 0:54:17„Rany, maaało czasu zostało!”, jeszcze trochę staram się przyspieszyć, serce trochę protestuje („Stary, daj mi spokój, ile mogę? No weź ja tu tu tu tu tututututututututu…”). Nie słucham. 100 metrów. 50 metrów. 10 metrów. 5 metrów. Zerkam na zegarek… 55:05.

Cholera.

Ostatecznie wbiegłem na metę po 55 minutach i 07 sekundach. Do wyrównania życiówki zabrakło mi 6 sekund. W kolejce po medal, sprawdzam zegarek: 0:55:07.29, dystans: 10,06 km, śr. tempo: 5:28/km. Ee?

No właśnie – GPS. Według zegarka przebiegłem 10 km i 60 metrów. Niby nic.. a jednak. Według zegarka, 10 km przebiegłem w 0:54:52 😉 (prawie jak rekord, nie?)… ale chyba muszę wierzyć organizatorom i ich pomiarom…

Ogólnie, muszę powiedzieć, że jestem z tego występu naprawdę zadowolony… Od początku do końca, stopniowo zwiększałem tempo, nie przesadziłem na początku i trzymałem się założonych wytycznych. Gdybym wiedział, że „brakuje mi” 60 metrów, pewnie dałbym radę przyspieszyć. Pewnie. Może.

Było fajnie.

Polecam. Piotr Błażyński.

Post Scriptum

Playlista Maniacka Dziesiątka 2014:

  1. Adele – Someone Like You (przed startem, jakoś tak pozytywnie uspokaja)
  2. Dżem – Wehikuł Czasu (jw.)
  3. Dżem – Partyzant (nastawia mnie jakoś bojowo… w trakcie trwania tej piosenki minąłem linię startu)
  4. Dżem – Do przodu (motywacja, motywacja… „Idź zawsze do przodu…”)
  5. Unity Gain – Dodo/Lurker (cover Genesis, bardziej energetyczna wersja)
  6. Zakopower – Boso (zaczynamy powoli się rozkręcać, jakaś taka pozytywna wibracja)
  7. Lenny Kravitz – Fly Away (zawsze dobrze „wchodzi” mi „pod nogę”)
  8. Black Lace – Mimic Man
  9. Queen – Headlong
  10. Queen – Breakthru
  11. Artur Rojek – Cisza i Wiatr (przed wszystkim ze względu na tekst, bardzo mi pasuje do biegu: Oddech weź, już najgorsze jest za Tobą, w końcu gdzieś, będzie lepiej, daję słowo; nie bój się, uwierz w siebie, masz już wszystko, poczuj więc , że przed Tobą cała przyszłość – przecież wiesz…”)
  12. Fatboy Slim – Right here, right now (ten pulsujący rytm, pozwala podkręcić tempo)
  13. Black Eyed Peas – I gotta feeling
  14. Queen – Don’t Stop Me Now (chociaż nie wiem jak byłbym zmęczony, przy tym kawałki nogi same zaczynają szybciej biec 😀 Idealnie, zgodnie z założeniem w czasie jego trwania wbiegłem na metę…)
  15. Black Eyed Peas – Pump It! (gdybym nie dobiegł do mety przy nr 14 😉 )

Oprócz muzyki i kibiców na trasie, dopingował mnie jeszcze slogan, własnoręcznie napisany na moim przedramieniu przez Małą T:

Go Tata!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s