Oczko mu się odlepiło…

…temu misiu.

Mnie na szczęście aż tak przykra przygoda nie spotkała, ale poniższa historia jest przede wszystkim ku przestrodze.

Od pewnego czasu dojeżdżam do pracy rowerem – daleko nie mam (niewiele ponad 10,5 km), długo nie jadę (ok. 35 min.), a do tego duża część trasy prowadzi przez las i łąki. Sama przyjemność po mojej stronie. W pracy mamy całkiem spory parking dla rowerów, jest szatnia z prysznicami – nic tylko korzystać. Rower ostatnio doposażyłem w niezbędne elementy typu lampka przednia LED, lampka tylna LED, dzwonek „Diń” – wszystko jest. Sam siebie też wyposażyłem w niezbędne akcesoria: kask – jest, rękawiczki – są, nawet spodnie z pieluchą kiedyś dostałem, więc mam pod pupą miętko 🙂

Ostatnim elementem, który chciałem nabyć, ale ciągle zakup odkładałem – były okulary. Co prawda, nie było chyba dnia, żebym nie miał bliskiego spotkania z jakimiś mikrorobaczkami, ale ciągle się nie mogłem zdecydować. Do piątku. W piątek decyzja zapadła bardzo szybko a zdecydowanie.

Jadę do pracy, jest godzina 10:30, słonko świeci, na błękitnym niebie gdzieniegdzie biały obłok. Przede mną polna ścieżka na wale nad Wartą (Nadwarciański Szlak Rowerowy). Pięknie jest. Gdy NAHLE!

Tak, wszystko stało się w mgnieniu oka – wręcz dosłownie. Przed lewą gałką ni stąd ni zowąd pojawił się Czarny Kształt, który postanowił najwyraźniej wpaść w gości do mojej gałki ocznej. Jasne, proszę bardzo, zapraszam serdecznie. Jak dobry gospodarz wpuściłem intruza do oka, po czym odruchowo zamknąłem powiekę. A w zasadzie obie. Błąd.

Pomyślmy:

Po pierwsze – żywe stworzenie, miotające się pod powieką, powoduje uczucie delikatnego dyskomfortu: piecze jak cholera, szczypie i kłuje.

Po drugie – jakby na to nie patrzeć, cały czas jechałem ścieżką, po nasypie – nie miałem specjalnie ochoty na zbytnie zboczenie z toru jazdy. Na chwilkę otworzyłem powieki, po czym musiałem je natychmiast zamknąć – postanowiłem, że wskazane będzie się zatrzymać. Z cały czas zamkniętymi oczami złapałem za dźwignie obu hamulców. Przez chwilę szło mi nawet nieźle… a po chwili już nie.

Poczułem tylko, że rower zatrzymuje się dość nagle i ucieka spode mnie, wyrzucając mnie w prawo. Prawdę mówiąc, w tym momencie tak bardzo chciałem pozbyć się Kosmatego Intruza z oka, że… nawet się ucieszyłem, że tak szybko się zatrzymałem 🙂

Mucha chyba wyleciała, a może wypadła trafiona gałką oczną na śmierć. Siedziałem jeszcze chwilę na ścieżce, rozmyślając nad tym, jak ciągle chciałem kupić sobie okulary na rower. Po kilkudziesięciu sekundach wstałem, otrzepałem się, podniosłem rower i pojechałem dalej. Z tego wszystkiego najbardziej dokuczał mi paluch prawej stopy, który coraz bardziej bolał – najwyraźniej gdzieś przy upadku musiałem się uderzyć albo go wygiąć.

Przyjechałem do pracy, dokuśtykałem do biurka, włączyłem komputer i stwierdziłem, że jakoś dziwnie widzę. Zasłoniłem sobie prawe oko, żeby stwierdzić, że na lewe widzę ostro na jakieś 10 cm i nie dalej. Litery na ekranie były rozmazane i zupełnie nieczytelne. Super normalnie. A do tego paluch boli coraz bardziej. Rewelacja.

Ostatecznie skończyło się na konsultacji ortopedycznej + RTG (silne skręcenie stawu dużego palca prawej stopy, czas całkowitego wyleczenia – 3-6 tygodni) oraz okulistycznej (uszkodzenie rogówki – stąd niewyraźne widzenie – z nagromadzeniem płynu w części centralnej + przepisany antybiotyk, żeby uniknąć ew. zapalenia oka). Za tę drugą chcę niniejszym serdecznie podziękować znajomej pani doktor Moni 🙂

Jaki z tego wszystkiego morał?

Gdy jedziesz rowerem, załóż jakieś okulary, bo nigdy nie wiesz, co ci wpadnie w oko.

Źródło: wikimedia.org

Źródło: wikimedia.org

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s