XIII Bieg Europejski – Gniezno, 18.04.2015

Kolejny Bieg Europejski za nami.

To była nasza 3. edycja i jak zwykle było naprawdę bardzo fajnie – organizacyjnie impreza na bardzo wysokim poziomie, trasa przyjemna… tylko (zawsze musi być jakieś „tylko”) wiatr mógłby być nieco słabszy 😉

Dzień zaczął się (jeszcze w Luboniu) nieco nerwowo („nie zdążymy…”, „po co idziecie na Aikido?!…”, „…się nie zabierzemy ze wszystkim…” – i tym podobne kwestie), ale w końcu jakoś udało nam się nie tylko wyjechać z Lubonia, ale w miarę sprawnie dotrzeć do Gniezna.

Pogoda

Jak wiadomo, pogoda jest czynnikiem, na który biegacze zwracają szczególną uwagę podczas zawodów i im bliżej startu, tym częściej sprawdzają prognozy. A te były niespecjalnie optymistyczne: temperatura ok. 6-7 stopni, dość silny wiatr i możliwy przelotny deszcz. Tymczasem ledwo wjechaliśmy do PSP (Pierwszej Stolicy Polski), gdy od Oli siostry przychodzi informacja: „U nas pada śnieg.”

IMG-20150418-WA0002

O, świetnie.

Na szczęście śniegu nie uraczyliśmy, co więcej – gdy Ola poszła odebrać pakiety, a ja czekałem z T&L w samochodzie, zaczęło się nawet przejaśniać. Ostatecznie, podczas biegu pogoda była wcale nienajgorsza – może jedynie poza wspomnianym już wiatrem…

Przed biegiem

Po odebraniu pakietów (dla nas i dla naszych znajomych biegaczy z teamu), pojechaliśmy do domu Oli rodziców. Na obiad zjedliśmy Górę Makarąnu i zaczęliśmy się szykować. Przypięliśmy nasze numery, Ola spakowała pakiety pozostałych, przyjechał Prezes Piotr i poszliśmy na Rynek, gdzie był Start i Meta biegu…

  • Kasia…
  • Co się stało?
  • Yy..
  • Zapomniałaś mojego numeru?
  • Mhm. Zapomniałam

Powyższy dialog miał miejsce ok. 16:40 na płycie gnieźnieńskiego Rynku między naszą koleżanką współbiegaczką a moją osobistą Małżonką… chwilę po tym, gdy po przetrząśnięciu wszystkich toreb okazało się, że numer Katarzyny został u Oli w domu. Tak se.

Ostatecznie Ola oddała swój numer Kasi, a sama pobiegła bez – przez co omijała ją większość fotografów na trasie 😦 Za to – na pocieszenie – miała superową koszulkę przygotowaną specjalnie na tę okazję przez Tosię.

Bieg

Jeśli chodzi o plany, to gdzieś tam w głębi lewej komory serca miałem nadzieję na pobicie życiówki (55:01 z Gniezna z 2012), ale jednocześnie specjalnie się na to nie nastawiałem. Postanowiłem zacząć niespiesznie, żeby potem mieć siły na drugą część dystansu. Chwilę po starcie Prezes Piotr zaczął lekko wyrywać do przodu, więc postanowiłem trzymać się jego, bo jak mi ostatnio uciekł na 5. kilometrze Maniackiej, to już go później nie widziałem 🙂 No i biegliśmy sobie tak ramię w ramię. A gdzieś kawałek za nami Ola z Katarzyną-Olą 😉

 BE2015_018BE2015_017

Ponieważ jakiś czas temu mój zegarek Garmina postanowił zakończyć żywot, do pomiaru czasu na bieżąco postanowiłem wykorzystać telefon i jedną z aplikacji dla biegaczy. Kiedy po pierwszym kilometrze usłyszałem, że średnie tempo to 5:24/km stwierdziłem, że idzie nam naprawdę dobrze. Ale kiedy dwa kilometry dalej ten sam głos w słuchawkach powiedział, że średnie tempo: 5 min 16 sek / kilometr, wiedziałem, że coś chyba jest nie tak… I miałem rację – mniej więcej od 5. kilometra, mój GPS w telefonie liczył dystans z błędem ok. +500 m, więc  pomiary były krótko mówiąc do kitu 🙂 Na szczęście na ręku był jeszcze niezawodny Zwykły Stoper i mijając kolejne tabliczki z oznaczeniem kilometrów, byłem w stanie określić mniej więcej jakim tempem biegnę.

Gdzieś w okolicach 7. km Prezes Piotr zaczął nieznacznie zostawać za mną… ale nie wiedziałem jak daleko. Przy tabliczce „7. km” spojrzałem na zegarek i wiedziałem, że mam ciągle szanse na złamanie tej bariery 55:00 min. Po kolejnym kilometrze to samo – utrzymać tempo, a szansa na czas 54:xx pozostaje żywa. W końcu widzę znaczek „9. km” – patrzę na stoper: 44:47 – co oznaczało, że ostatni kilometr muszę przebiec w 5 minut i 13 sekund… i wiem, że jest to do zrobienia.

Powinienem przyspieszyć… im szybciej, tym lepiej… ale czy na pewno? Jak zbyt szybko ruszę do przodu, to mogę się wypalić zanim dolecę do mety. Zwlekam, zwlekam… w końcu jakieś 300 metrów przed finiszem zaczynam szybciej przebierać nogami. 200 m… 100 m… szybciej, szybciej. Zanim wbiegłem na linię, zerkam na zegar mierzący czas brutto od startu: 55:52…Czy linię startu minąłem po minucie od początku, czy wcześniej?” – zdążyłem jeszcze pomyśleć.

BE2015_010

Meta

Wbiegłem na metę. Zatrzymałem stoper. Po chwili odważyłem się spojrzeć.

0:55:07

Cho-in-ka!! Trzeba było wcześniej ruszyć szybciej! Argh.

I kolejna myśl: „Następnym razem się uda…” 🙂

Chwilę po mnie na metę przybiegł Prezes Piotr – 0:55:34 – życiówka, poprawa z ponad 57 minut w marcowej Maniackiej! Okazało się, że Prezes cały czas biegł za mną i proszę, proszę jaki wynik 🙂

BE2015_013

Po 1:05:05 na metę dotarły nasze dwie Ole (w tym jedna Kasia) i ostatecznie byliśmy w komplecie. Łącznie z naszymi osobistymi kibicami 🙂

BE2015_008 BE2015_009

Za rok na pewno znowu biegniemy… Si?

Zdjęcia: Gniezno24.com

Advertisements

One thought on “XIII Bieg Europejski – Gniezno, 18.04.2015

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s