V Luboński Bieg Niepodległości 2015

Bieg Niepodległości w Luboniu stał się naszą rodzinną tradycją (o poprzednich możecie przeczytać tutaj: 2012, 2013, 2014). Do rodziny oczywiście wliczamy naszych biegających Przyjaciół pod postacią Kasi ZL i Piotra K 🙂

W tym roku, nie mogło być inaczej – zapisani byliśmy wszyscy w ciągu 15 min od rozpoczęcia zapisów… i dobrze, bo kilka godzin później lista została zamknięta. Dzisiaj spotkaliśmy się w czwórkę na starcie V. Lubońskiego Biegu Niepodległości.

IMG-20151111-WA0021 IMG-20151111-WA0001

W tym roku start zaplanowano na godzinę 11:11, żeby było jeszcze bardziej symbolicznie. Zanim jednak niemal 1600 biegaczy wyruszyło na trasę, odśpiewaliśmy 4 zwrotki Hymnu, co było wydarzeniem tak samo wzruszającym, jak i niełatwym 🙂

Plan

W zasadzie chyba nie miałem planu. Prawdę mówiąc, nie bardzo potrafiłem określić jak wygląda moja forma przed dzisiejszym biegiem… tak, jak przed Półmaratonem w Szamotułach czułem mniej więcej na co mnie stać, tak dzisiaj moja dyspozycja pozostawała dla mnie zagadką, więc postanowiłem się sam zaskoczyć 🙂 Życiówkę na 10 km mam od kilku lat 0:55:01 – ale jakoś nie myślałem specjalnie, że mam szansę na jej pobicie. Nie w Luboniu.

Ustawiliśmy się z Piotrem mniej więcej 10-15 metrów za balonikami oznaczonymi 0:50. Piotr zapytał, czy to są jedyne baloniki na trasie. Odpowiedziałem, że za nami stoją jeszcze 1:00, a gdzieś bardziej z przodu: 0:45.

Po minięciu linii Startu, podjąłem szybką decyzję, że spróbuję utrzymać się za tymi na 50 minut tak długo, jak dam radę, a potem zobaczymy…

Efekt

Tabliczki z 1. km nie zauważyłem, ale tę oznaczoną „2 km” minąłem po 9 min i 40 sekundach, co oznaczało, że od startu miałem średnie tempo 4:50/km. O, wow! To znaczy, jak na mnie – wow! 🙂 Biegniemy dalej… 3 km, 4 km, na 5. kilometrze jest mierzony czas i rozdawana jest woda – postanowiłem skorzystać z okazji i kawałek się przemaszerować. Linię 5 km przekroczyłem po 24 min i 50 sekundach. Normalnie rewelacja! Po jakichś 10 sekundach odpoczynku ruszyłem dalej, baloniki co prawda zdążyły się już gdzieś oddalić, ale wiedziałem, że nie są bardzo daleko.

Cechą charakterystyczną Biegu Niepodległości w Luboniu jest – może niezbyt stromy – ponadkilometrowy podbieg między 7. a 8. kilometrem. Do tego dzisiaj wiał dość silny zachodni wiatr (tzw. wmordęwind), więc tego podbiegu się nieco obawiałem… Na samym końcu flaga z napisem „8 km” – patrzę na stoper: 0:41:06. Żeby pobić życiówkę, ostatnie dwa kilometry musiałbym pobiec w nieco poniżej 14 min… no chyba dam radę.

Jakiś czas później – ostatnia prosta, widzę metę, kibice wiwatują (każdy może pomyśleć, że to specjalnie dla niego!), nogi mnie niosą… 200 m., 100 m., 50 m., 20 m… jest! Meta!

Patrzę na zegarek…

20151111_214040-1

Kiedy stałem już szczęśliwy w kolejce po świętomarcińskiego rogala (cóż za wspaniała, mniam mniam, tradycja na biegu), do mety dobiegli: Piotr (0:58:56), Kasia (1:01:02 – życiówka, gratulacje! W 2016 łamiemy 1 godz!) i Ola (1:02:17), której się po drodze rozwiązał but, a potem jeszcze dopadła jakaś Kolka i dlatego nie mogła się tak rozpędzić, jakby chciała.

Oczywiście tradycyjnie mieliśmy kibiców: Kinga i Agata z Maciejem zaopiekowali się Tosią i Leosiem, był Maciej z Olkiem i Madzią – wszyscy wydawali się szczęśliwi. Przynajmniej do momentu, kiedy okazało się, że w tym roku nie ma kolorowej waty cukrowej.

Może będzie w 2016 🙂

IMG-20151111-WA0008 IMG-20151111-WA0023 20151111_214101-1

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s