Rok 2016 – 10 km/h

Trzy biegi na 10 km. Mało.

Trzy razy powyżej godziny. Wolno.

Może tak miało właśnie być? W tym roku tylko trzy razy udało mi się wziąć udział w zawodach na 10 km. W żadnym nie udało mi się zejść poniżej godziny. Nie będę ukrywał – zdecydowanie zbyt mało ćwiczyłem. A niestety, nie jestem jednym z tych naturalnych talentów, którzy bez wcześniejszych przygotowań biegną w zawodach i kończą 10 km w 45 minut… 🙂

Plan na przyszły roku – zdecydowanie bardziej systematycznie trenować. Spokojnie, powoli, ale regularnie. Czego wszystkim życzę…

Piotr.

Reklamy

XII Maniacka Dziesiątka – 19.03.2016

Chyba nieco straciłem impet…

Nie tylko jeśli chodzi o uzupełnianie informacji w tym miejscu, ale także jeśli chodzi o same biegi… Z takiego, czy innego powodu w ostatnim czasie bardzo niewiele czasu mogłem poświęcić na regularne treningi – co było zdecydowanie widać podczas niedawnych zawodów nad poznańską Maltą 🙂

Na szczęście wiedziałem o tym już przed biegiem, dlatego swój start postanowiłem potraktować bardzo łagodnie… wręcz turystycznie. W zasadzie wspominam o tym starcie z czysto kronikarskiego obowiązku – byliśmy, pobiegliśmy, dotarliśmy do mety. Medal jest. Czytaj dalej

Muzyka w moim świecie – ja w świecie muzyki. Odc. 3

Happy birthday to you,

Happy birthday to you,

Happy birthday Mr. Collins,

Happy birthday to you…

Nie chcę tym samym powiedzieć, że Happy birthday (do którego nota bene prawa były przez długi czas zastrzeżone, stąd w wielu filmach amerykańskich urodziny są okraszone inną piosenką – For he’s a jolly good fellow… – ale nie o tym mowa) jest jedną z moich ulubionych piosenek, ale ponieważ dzisiaj 65. urodziny obchodzi mój Nr 1 w świecie muzyki, najlepszy perkusista wśród wokalistów, najlepszy wokalista wśród perkusistów – będzie o jednym z moich najbardziej ulubionych utworów Phila Collinsa. Tak, wiem, wiem – w odcinku 1. też był Phil, ale przecież – kto mi zabroni? 😀

„I CANNOT BELIEVE IT’S TRUE”

Piosenka wydana na płycie Hello… I Must Be Going! w roku 1982. Na pewno nie należy do ścisłego kanonu przebojów Collinsa (chociaż znalazła się na oficjalnej playliście artysty w serwisie Spotify), ale może w tym również tkwi jej siła i urok. Mnie osobiście utwór urzeka partią perkusji – ale jakże mogłoby być inaczej w przypadku tak znakomitego bębniarza, który miał już za sobą dorobek nie tylko w nurcie rocka progresywnego, popu, ale także fusion czy jazz-rocka… Sposób, w jaki Phil gra na swoim zestawie, brzmienie bębnów, ta gra, która wydaje się dość łatwa, ale z rzeczywistości jest niezwykle skomplikowana i gęsta – to właśnie stawia I Cannot Believe It’s True na podium mojego światka muzyki.

Zatem, bez dalszego gadania – zapraszam do posłuchania… i polecam naprawdę wsłuchać się w perkusję! 🙂

Muzyka w moim świecie – ja w świecie muzyki. Odc. 2

Music, all I hear is music
Guaranteed to please…

Genesis, In the Wilderness (1969)

Tym razem nie będzie o Genesis, nie będzie o Philu Collinsie, nie będzie o bębnach. Ale będzie zdecydowanie o rytmie, ponieważ rytm jest bardzo ważny w bieganiu, a dzisiaj chciałem wspomnieć o mojej Najważniejszej Piosence Biegowej (NPB).

O tym, że często biegam z muzyką w uszach pisałem kilkakrotnie i chyba też nie jeden raz wspominałem, które utwory najczęściej towarzyszą mi podczas pokonywania kolejnych kilometrów – szczególnie podczas zawodów. Myślę, że mógłbym stworzyć listę kilkunastu, które wybieram najchętniej – ale wśród nich jest ta jedna, która ma specjalny status i która (w przeciwieństwie do innych) trafia do każdego zestawu „na zawody”. Co więcej, w przeciwieństwie do innych ma swoje stałe, niezmienne miejsce na liście odtwarzania: staram się, żeby (wg założeń biegowych) zaczynała się około 3-4 min przed zakładanym dobiegnięciem do mety…

Dlaczego tak? Ponieważ piosenka ta trwa 3m36s i zależy mi na tym, żeby na właśnie te ostatnie minuty, ostatnie metry biegu dodała mi tej dodatkowej energii, pozwoliła mi wykrzesać z siebie jeszcze nieco sił… Muszę przyznać, że czyni to niezawodnie – choćbym nie wiem jak był zmęczony, to za każdym razem, kiedy w uszach słyszę „…‚cos I’m having a good time, having a good time… I’m a shooting star leaping through the skies…” nogi same wyrywają się do przodu i moje tempo od razu wzrasta. Świetne uczucie 🙂

Zatem bez dalszej zwłoki… Panie i Panowie:

Queen – „Don’t Stop Me Now” (1978)