Tata znowu pobiegł

Po dłuższej przerwie znowu wziąłem udział w biegu.

Wczoraj w Gnieźnie odbył się Bieg Europejski – jak było i jak mi poszło, przeczytacie na nowym blogu.

Zapraszam!

Reklamy

Tata ostatnio mało biega

Tata ostatnio mało biega

i nawet nie ma to jakiejś specjalnej wymówki. Ot tak, po prostu. Tata teraz uczy się codziennie nowych rzeczy, niektóre z nich są nawet ciekawe, więc trening umysłowy jest zapewniony. Gorzej z treningiem fizycznym.

Jestem z siebie niedumny. Naprawdę. Obiecuję poprawę, ale – dla własnego bezpieczeństwa – może nie będę podawał żadnego terminu. Na przyszłość – to zawsze dobre stwierdzenie.

Z drugiej strony – podjąłem naukę pływania. Zacząłem od Małego Basenu (głębokość 0.9-1.5 m), ale dość szybko instruktorka nakazała mi przenieść się na zajęcia w Basenie Dużym (głębokość 1.95-4.20 m), więc w zasadzie już się nie uczę, tylko doskonalę. Voilà.

W zeszłym roku kupiłem sobie wreszcie własny rower. Piękny, czarny i na kołach 27″ z wąskimi oponami i Całym Mnóstwem Przełożeń. Płynie, a nie jedzie. To znaczy jedzie jakby płynął.

Niestety, z różnych względów chwilowo zawiesiłem treningi Aikido. Ale do tego wrócę – tutaj nie ma opcji, żeby tak się nie stało. Na razie ewentualne treningi kolidują z tym pływaniem powyżej, dlatego mam nadzieję, że coś może od września się zmieni.

Tata ostatnio mało pisze

i prawie zapomniał, że ma tutaj taką stronkę. Aż ostatnio kolega zaproponował, że powinienem pisać blog; własna siostra przypomniała, że przecież mam; a znajoma się zainteresowała i… wygenerowała skok w ilości odsłon 🙂

Może w takim razie będę więcej pisał. Może warto codzienny post pt. Czego się dziś nauczyłem przenieść tutaj. Pomyślę, zobaczę. P.S. dzisiaj będzie o bazylii.

Czasami trudno jest coś zacząć, ale jeszcze trudniej – wrócić do tego po przerwie.

Piotr

Rok 2016 – 10 km/h

Trzy biegi na 10 km. Mało.

Trzy razy powyżej godziny. Wolno.

Może tak miało właśnie być? W tym roku tylko trzy razy udało mi się wziąć udział w zawodach na 10 km. W żadnym nie udało mi się zejść poniżej godziny. Nie będę ukrywał – zdecydowanie zbyt mało ćwiczyłem. A niestety, nie jestem jednym z tych naturalnych talentów, którzy bez wcześniejszych przygotowań biegną w zawodach i kończą 10 km w 45 minut… 🙂

Plan na przyszły roku – zdecydowanie bardziej systematycznie trenować. Spokojnie, powoli, ale regularnie. Czego wszystkim życzę…

Piotr.

XII Maniacka Dziesiątka – 19.03.2016

Chyba nieco straciłem impet…

Nie tylko jeśli chodzi o uzupełnianie informacji w tym miejscu, ale także jeśli chodzi o same biegi… Z takiego, czy innego powodu w ostatnim czasie bardzo niewiele czasu mogłem poświęcić na regularne treningi – co było zdecydowanie widać podczas niedawnych zawodów nad poznańską Maltą 🙂

Na szczęście wiedziałem o tym już przed biegiem, dlatego swój start postanowiłem potraktować bardzo łagodnie… wręcz turystycznie. W zasadzie wspominam o tym starcie z czysto kronikarskiego obowiązku – byliśmy, pobiegliśmy, dotarliśmy do mety. Medal jest. Czytaj dalej

Muzyka w moim świecie – ja w świecie muzyki. Odc. 3

Happy birthday to you,

Happy birthday to you,

Happy birthday Mr. Collins,

Happy birthday to you…

Nie chcę tym samym powiedzieć, że Happy birthday (do którego nota bene prawa były przez długi czas zastrzeżone, stąd w wielu filmach amerykańskich urodziny są okraszone inną piosenką – For he’s a jolly good fellow… – ale nie o tym mowa) jest jedną z moich ulubionych piosenek, ale ponieważ dzisiaj 65. urodziny obchodzi mój Nr 1 w świecie muzyki, najlepszy perkusista wśród wokalistów, najlepszy wokalista wśród perkusistów – będzie o jednym z moich najbardziej ulubionych utworów Phila Collinsa. Tak, wiem, wiem – w odcinku 1. też był Phil, ale przecież – kto mi zabroni? 😀

„I CANNOT BELIEVE IT’S TRUE”

Piosenka wydana na płycie Hello… I Must Be Going! w roku 1982. Na pewno nie należy do ścisłego kanonu przebojów Collinsa (chociaż znalazła się na oficjalnej playliście artysty w serwisie Spotify), ale może w tym również tkwi jej siła i urok. Mnie osobiście utwór urzeka partią perkusji – ale jakże mogłoby być inaczej w przypadku tak znakomitego bębniarza, który miał już za sobą dorobek nie tylko w nurcie rocka progresywnego, popu, ale także fusion czy jazz-rocka… Sposób, w jaki Phil gra na swoim zestawie, brzmienie bębnów, ta gra, która wydaje się dość łatwa, ale z rzeczywistości jest niezwykle skomplikowana i gęsta – to właśnie stawia I Cannot Believe It’s True na podium mojego światka muzyki.

Zatem, bez dalszego gadania – zapraszam do posłuchania… i polecam naprawdę wsłuchać się w perkusję! 🙂